Wpisy

Post 54

SYSTEM CAŁOŚCI Z WENUS – CARLOS CASTANEDA, UMYSŁ I JEGO PRACA, KODOWANIE, PROGRAMOWANIE, NOWA WIEDZA

Kolejny post podczas ewaluacji, gdzie również interpretuję „znaki”, czyli informacje zwrotne jakie mnie prowadziły ku odpowiedziom w tym projekcie, ale których w tym czasie spisywania nie rozumiałam jeszcze, to był przecież początek badań i wniosków z pierwszych założeń. Tak proszę państwa pracuje umysł. Jednak rozwiązania nastąpiły  – właśnie te powiązania kwantów jakie krążą wraz z Ziemią, całość obwodująca, przełożenie kodów, hierarchia i cykle. na to miałam zwrócić uwagę, to jest ważne, zarówno dla tworzenia satelitów programujących jak i procesów programowania jakie będziemy poznawać  [ale najpierw ewaluacja].  To fantastyczne jest, bo nie traci na ważności, ale powoduje konfrontację wyjściowej informacji w zwrotną. Ja już czuję i wiem ile z tego może wynikać, wy jeszcze nie.

Zatem treść z bloga:

Co mnie zdenerwowało… Wykres Venus wg Piotra Jakubowskiego, opis niżej. Jak to jest, że nikt tego nie wie, a wysyłamy sondy kosmiczne, wahadłowce, satelity. Przecież byłoby wiadomo, że coś funkcjonuje inaczej niż to przyjęte powszechnie w modelu nauczania, czy oszukuje nas otoczenie?  Jaka matematyka lub nie, daje takie wnioski?

Jest mi ciężko podważać autorytet Piotra, nie zgadzam się ze wszystkim, lecz to on ma niezwykły wrażliwy i matematyczny zapewne umysł – zakładam, że genialniejszy niż mój. Zresztą mimo że ten projekt jest tematycznie nowy, innowacyjny – ja sama nie jestem bardzo przyziemna i prozaiczna. Ja tylko chciałam dogonić ten skomplikowany świat. ;) A wiele moich dywagacji pokryło się z jego obserwacjami i obliczeniami, i to nas połączyło w jakiejś części wspólnej pracy. To musi być ta sama „energia’, która łączy, szuka podobnego. Ale ta jedna Venus mi nie daje spokoju. Zaskoczył mnie. Nie mogę funkcjonować w świecie, jeżeli mój mózg nie ma podłoża do sprawnego funkcjonowania, podłoża wiedzowego. Muszę sama rozgryźć problem. A dzisiaj co instytut to swoje mądrości naukowe głosi lub nie, bo nic nie wiedzą.

Ten projekt to samodzielna próba badawcza, całkowicie zewnętrzna po za lobby – w celu realizowania celów. Na dobra sprawę dział gospodarki: „badania” to czysta ściema.  Bo albo coś wiemy i robimy, a jak nie wiemy to dlaczego za to się płaci podatkami?

Jak my ludzie żyjemy?  Co to za nauka i nauka w szkołach, jaka nic nie tworzy, a jedynie żeruje się na tej wciskanej ciemnocie, plus różno-kulturowość wiary. Jak to wszystko, czyli ten oczywisty chaos  – ma wejść w erę cyfrową? Z tego wynikną tylko nowi bogowie dla reszty niedouczonej.

To trzeba raz na zawsze odmienić na skalę kolejnej ewolucji ludzkiej, tracimy klimat i do dosłownie. Mam dość niekonstruktywnych rozmów, ludzie mówią ale wiedzy nie mają, sieją zamęt, wolę rozmawiać gdy z tego coś wynika, bo dokonałam konfrontacji, bo jest cel i droga do rozwiązań, są dane które adaptują się do celów, są ci którzy szukają w sobie samych sił, a nie biadolą obrażając się na cały świat. Są silni i silniejsi, mądrzy i mądrzejsi, cwańsi i bardziej cwani etc. Ludzie dywagują o fikcyjnych rzeczach całymi godzinami, a z boku nad nimi pojawia się władza tych co nie tracą czasu na gadaninę.  Nie szukają tematu by wyładować żale i złość. Tak to.

Jest jeszcze aspekt konstrukcyjnej Trójcy. To chyba jest tak, że małe kwanty są podporządkowane dużym. Np. życie na Ziemi, podporządkowane jest Ziemskiemu polu magnetycznemu. Utrzymuje Ziemia w zwartym zapisie to, co „stworzyła”. To widać, gdy chroni nas klosz magnetyczny od Słońca. To się przekłada na mniejsze kwanty, zależne od większych. I tak dalej. Jeden ze zbieżnych wniosków to ten, że grawitacja to wypadkowa kwantowego pola. To jest wynik całości powiązanej, nienaruszalnej bo – WYNIK.

[Dopisek: zauważcie, to moje pierwsze definiowanie skali i hierarchii, genialne twórcze myślenie, prowadziło mnie jak po sznurku – ciągłość, praca umysłu z polem otoczenia – sieć działania informacji zasilającej, prowadzącej – coś co trzeba zaadaptować maszynom, jeśli mają działać jak my..].

[Zatem to by nie była trójca konstrukcyjna [na jakiej się wcześniej opierałam w założeniach pomocniczych], a jedynie ‚matka’, macierz, jakaś podfunkcja skali, cecha skali tylko określonej w przedziale objętości wszechświata, umiejscowienia, czyli wyniku etc. Na jedno wyjdzie, ale pokryje się z Piotra obliczeniami. (Hm… no jak jajko w jajku, etc… ) [Trójca musi być w odniesieniu do przyciągania Ziemskiego, to co my w tej skali na Ziemi, produkowania, możemy wykorzystać z zasad budowlanych, ale dojdę do tego, bo to na pewno ma wpływ na struktury życia i system kodowania. To moje głośne myślenie.]

Jak nie wierzyć w znaki. Schodzę do pokoju, a w TV – Enceladus, jeden z księżyców Saturna na pasie E. Jego aktywność sejsmiczna jest aktywowana zmiennym ściskaniem planety (jakieś siły magnetyczne, odśrodkowe, coś tam, w dodatku największe odkrycie kosmiczne). [Dopisek: zatem dalej w projekcie mamy Echosound, czynnik jaki będzie rozwijany około 2015 roku] Jestem pewna, że przeszłabym obojętnie obok telewizora, którego prawie nie użytkuję, temat mnie na prawdę mało obchodzi, ale kiedyś dostałam od Prahlad Nrsimha Das Adhikari, astrochart i jest tam trochę danych o Saturnie.  Tak często się powtarza, ma znaczenie, że postanowiłam i to wyjaśnić. Czasem wystarczy uruchomić jakiś kanał, otworzyć się na nowe informacje i one już dalej same do nas spływają – „niewidoczne staje się widoczne”. Gdzie nie pójdziesz tam informacja skupia na jednym.

Śniło mi się dzisiaj, że zmagazynowałam swoją krew w paczkach. Czyli zmagazynowałam własne siły witalne, a to zapowiada dużo pracy.

Na zdjęciu gejzery Enceladusa. Lód który tworzy ostatni pierścień Saturna. Piękne zdjęcie.

 

Oto co mi odpisał na ten temat Peter Jakubowski:

„To wszystko tylko kwestia punktu obserwacji. Przecież widzisz na własne oczy, że Słońce porusza się wokół Ziemi (raz na dzień). Uwierzyłaś kiedyś komuś, pewno w szkole lub przedszkolu, że to tylko takie wrażenie, bo naprawdę to Ziemia się obraca, a Słońce gdzieś tam sobie „wisi” na niebie. Potem uwierzyłaś znowu, że Ziemia krąży dookoła Słońca raz na rok, a stąd mamy pory roku. Więc uwierz teraz, że Słońce nie „wisi” tak sobie, tylko jest członkiem większego systemu i musi się do niego dopasować (kwantowo, rotacyjnie, dynamicznie, czy jak się komu podoba). A to ma konsekwencje w ruchu wszystkich innych członków tego układu. Ten układ to Kosmiczna Hierarchia naszego Układu Słonecznego (szczegóły w moich książkach).

Jednym z najciekawszych, sprawdzalnych obserwacyjnie wniosków tej przynależności Słońca do swej olbrzymiej hierarchii, jest obecność wszystkich stopni tej hierarchii, tych już znanych, jak i tych dotychczas nie odkrytych przez astrofizyków. Z tego prostego faktu wynika jednoznaczny wniosek, że centrum masy całego Układu Słonecznego od jego zarania nie zmieniło się, jest tym samym punktem jak w momencie powstania Układu Słonecznego. W tym punkcie zebrała się masa „odpadków” z procesu tworzenia Układu, aż powstała z nich planeta, właśnie Wenus. Dlatego Wenus nie ma własnej rotacji względem całej masy Układu Słonecznego, To co widzimy dzisiaj z Ziemi, ta pozorna powolna rotacja Wenus w kierunku odwrotnym do wszystkich innych obiektów, to tylko różnica pomiędzy naszą rotacją, a rotacją tej pierwotnej chmury pyłu kosmicznego, z której powstał Układ Słoneczny. Gdybyśmy stali na Wenus od początku powstania układu, to nie widzielibyśmy żadnej rotacji tej chmury, bo obracalibyśmy się razem z nią, od 7 miliardów lat do dzisiaj.

Umieszczenie prawdziwego centrum masy naszego Układu Słonecznego w Wenus pozwala właśnie na wyciągnięcie wielu sprawdzalnych wniosków naszej teorii, jak przewidywanie okresów wzmożonych trzęsień Ziemi, zmian globalnego klimatu, wymierania starych i powstawania nowych gatunków organizmów itd. Za duży na jedną pocztę. Dlatego piszę moje książki. Ta mała książeczka, o której wspominasz to tylko spis treści. Wyjaśnienia są w innych, obszerniejszych. Nie unikniesz ich czytania, jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, co Ci tu napisałem.”

Myślę, że umysł Piotra jako lepiej wykształconego, także wrażliwca – skrywa potężną wiedzę, do jakiej świat na tym etapie jeszcze nie dorósł.  Ja również nie. To, co przekazuję choć wygląda na skomplikowane [bo nowe], nie jest wiedzą trudną, nie może być taką, bo młodzi ludzie, każdy – musi znać to, jeśli chce się wykształcić aby stawać się strategicznym i coś znaczyć, ta wiedza wymaga tylko otwarcia się i bycia przyziemnym, racjonalnym. [ To próba nazywania tego jest trudna, trzeba przejść przez etapy analizy, tak aby adaptować dane na technologiczne możliwości użycia ich, stosować zamiast umysłu narzędzia – bo komu się chce trenować umysł? To bez sensu, bo tworzymy gospodarkę z urządzeń. Tak tworzymy pieniądze, a życie już dawno ma ich wymienną wartość. Wyniki tego projektu będą inaczej definiowane, ale wtedy będzie dla was mniej wiedzy –  ktoś przejmie nad wami kontrolę – może nawet ja?Jest strona lewa, prawa, jest czarne i białe, jest tak i nie – taki jest ten projekt w całości. Kupujesz albo sprzedajesz – nie ma kombinowania. Tu trzeba się określić – jest jeden cel – nowa technologia jako system życia, zbudowania komunikacji, pracy, porządkowania danych o nas. My już mamy demokratyczny chaos i będzie gorzej. Jeśli nie można dokonać wyboru lub znaleźć odpowiedzi, trzeba zatem ukierunkować cel i nim podążać. Dać sobie czas na informację zwrotną czyli kierunkową. Pracować, a wszystko się wyjaśnia. Czego dowodem jest ten cały badawczy projekt.

To są dwa światy = nasz biologiczny z prostymi potrzebami, jakiś duchowy stan, ale i ten drugi: gospodarka, pieniądz, technologie, potentaci, władza.

Ja już z ludźmi nie dyskutuję – daję odpowiedzi. Czas jaki mogłam tracić na bezcelowe dyskusje zużyłam w tych badaniach. Daję je wam, bo wy wykonacie dalszy ich proces. Jesteście świadkami takiej ewolucji. Dzisiaj hierarchia jest ważna. ESLN zaprojektowało [koncepcja] komunikację externetową aby nie popaść w degradację wyzysku. Kiedyś mobilne urządzenie w kieszeni dawało wolność, otworzyły się granice – lecz dzisiaj tobą się steruje, a emigracja staje się problemem.

Temat kwantów wokół Ziemi, nazywanych planetami, jest istotniejszy niż mi się wydawało. Nie sięgałam tak daleko i to są pierwsze tematy jakie mnie naprowadzały na skalę problemu z jakim się zmagam tworząc obwodowanie tunelowe, – wiemy, że jesteśmy „żywi” bo to funkcje przełożeniowe. Jesteśmy wynikiem tej pracy przełożeniowej funkcji, wykonujemy szczególne zadania. To są klucze do wszelkich rozwiązań, jak transportować coś poprzez „zmianę stanu”, przełożenie; jak utrwalać procesy, etc tego jest mnóstwo, na razie się nad tym nie skupiam. Dla mnie to takie „przy okazji” tematy i rozwiązania jakie nastąpiły.

Ale człowiek kwant jest ich wynikiem, to nasze składowe. Jak to kontrolować? Jak odczytywać? Tego się tu nauczymy, ale nie astrologią, ona nam jedynie malowniczo i obrazowo pomaga – ale dla nas to technologia kwantów informacji, skala przełożenia komunikatów.

W tej nauce ESLN patrzymy na wszystko wokół nie oczami, jakie mają widzieć to, co mają widzieć, bo to przetwarzają tak, aby się nie dekoncentrować, ale byśmy za ich pomocą wykonywali jakieś programowe wynikowe działania. MY tu oszukujemy ten stan widzenia – założeniami! Wszystko co otacza nas, to kwanty informacji – to czysta informacja, czysta technologia informacyjna – przełożeniowa, skalująca zatem hierarchiczna. Postaciujemy ją w „planety”, bo tak przetwarzamy dane, bo mamy widzieć to co mamy widzieć, ale mała manipulacja rogówki i już zaczniemy widzieć inaczej zatem nazywać inaczej. Nazwy umowne zamknęły obszar pojmowania, percepcji, rozumowania zatem i badań. Zamiast planeta, mówmy kwant o danej funkcji zadaniowej, a już świat robi się inny, już inaczej będziemy główkować. Dlatego coś, co się nazywa „założenia” jest tak ważne w technologiach nowych, w rozwoju.  Niech naukowcy nie mówią o „niczym” – niech czynią założenia, aby były wyniki z nich, możliwości. Dla każdego z nas.

Takimi bądźcie inżynierami naukowymi.

To, co postaciujemy nie jest obiektem – to są wyniki, i tak samo każdy z tego czegoś wynika. Ze skali, hierarchii, obwodowania, przełożenia, ruchu tych obiektów kwantowych zadaniowych, jesteśmy ich sumą – tego tu się kolejno dowiadujemy w postach.

 

 

 

I znów wrócę do najbardziej niezwykłej książki, którą obecnie czytam drugi raz po latach. Carlos Castaneda „Potęga milczenia”. Jest to czysty odbiór fizyki informacji jaki zdefiniowali Indianie. Największa ilość użytecznych danych jakie znalazłam w zaobserwowanych kulturach. I prosty mechanizm adaptuje te opisy w działanie, które ujmuje technologia. Ale w erze komputerów, nie inaczej.  Dlatego musieliśmy ewoluować narzędziowo, aby siebie coraz lepiej poznawać. Ale czy jesteście w stanie zaakceptować wiedze o sobie – produkcie? Szokujące i tak banalne, ale Indianie operują trudnym językiem, upodobniają słowa do zjawiska choć już mniej mistycznego niż chrześcijanie. Definiują nazwy poprzez kulturę, starają się zobrazować to, co czują i ważne – stosują! Właśnie dlatego, że się nie traktujemy TECHNOLOGICZNIE, to mamy takie problemy ze sobą. Gdy oswajamy się do myślenia w kategoriach produktu i mechanizmu – postrzegamy wszystko lepiej, składniej, wynikowo i można coś z tym zrobić, pomóc sobie, innym i tworzyć dzieła, ale bez strat czasu na zagadki. Trzeba było człowieka rozebrać na części, aby go leczyć lub naprawiać – czysta konstrukcja?

Dowiedzieliśmy się w ESLN, że umysł jest zdolny kodować i programować, sterować, kontrolować etc stan – bo składa się z tego stanu, odczytuje jego wirtualny software. Wyprowadzamy to obrazowo w projekcie w kolejnych postach. To nie nadprzyrodzone zdolności ale technika i zasada działania systemu powiązanego i wynikowego. Człowiek to skwantyzowana postać, obraz – wyseparowany z całości, do tymczasowego działania. Mamy to w ESLN rozpisane, wyjaśnione, powoli doczytacie. A co mówią Ind9ianie: „człowiek to naczynie dla ducha”. Banalne! Ale bez technologi, nie do rozwiązania to było całe wieki. Dlatego nie rodzimy się w systemie, ale system nas replikuje mechanizmami!  Zmieniamy nazewnictwo. Doprowadza nas to do wszystkich rozwiązań.  W zapisach nie giniemy, jesteśmy wiecznym produktem zmieniającym stan, przebywającym w inkubatorze pola magnetycznego.

Dlatego ten post, te badania, planety: „znaki” prowadzą nas kolejnymi etapami rozwoju do wyników o czym się przekonacie w procesie tych badań. To taki wielowymiarowy proces pozyskiwania różnych danych i poszukiwania wspólnych. Zacytuję tu fragment książki, której przed tym projektem nie pojmowałam zupełnie, a jest tak doskonała – bo opisuje mechanizm w naturze jaki nas konstruuje:

1. Świat jest nieskończonym skupiskiem pól energetycznych, przypominających promienie: światła.
2. Pola te, tak zwane emanacje Orła, wybiegają ze źródła o niewyobrażalnych rozmiarach, nazywanego metaforycznie Orłem.
3. Ludzie również składają się z olbrzymiej liczby identycznych promieniopodobnych pól energetycznych. Te emanacje Orła tworzą świetlne skupisko o kształcie kuli i rozmiarach danego człowieka, stojącego z wy ciągniętymi w bok ramionami, podobne do gigantycznego świetlistego jaja. [ To nasze złożone poole magnetyczne, które jest polem także światła, czyli światło jest wynikiem: postacią funkcji, ale tu mamy tandemowy składnik kwantu czyli ciała: czytniczy i przekaźnikowy charakter pola magnetycznego dla kodów jakie się w nim pojawiają, nadajemy je sobie umysłem, myśleniem, ale kody te mogą się posuwać tylko po orbitach, a nie po „strunach”, stąd mamy fale [fale to produkt sztucznie otrzymywany]. I stąd pojawia się „czas”. Czas realizacji kodów, przełożenie ich. Kody sondują przestrzeń i powracają do nas z wynikiem – takie jest prawo. Teoria Rotacji, Obrotu właśnie o tym prawie mówi. To prosty, banalny wręcz mechanizm wiążący nas w całości i czytający nas w całości, zatem bilansujący w ekosystem. Stąd równowaga tlenowa, ciśnieniowa, układ krążenia, bicie serca, etc. Fala takiego kodu „korpuskuło-fala” w naturze ma postać kłębiastą, nie są to linie proste, ale przełożenia po orbitach.
4. Część pól energetycznych zawartych w świetlnej kuli jarzy się blaskiem przejętym od intensywnie świecącego punktu położonego na jej powierzchni.
5. Z percepcją mamy do czynienia wówczas, gdy promienie wychodzące z pól energetycznych sąsiadujących ze świetlistym punktem dotrą do identycznych pól położonych na zewnątrz kuli i je podświetlą. [Kody, algorytmy wiążące warstwy, ich powstawanie, definiowanie za pomocą technologii, będziemy dopiero w projekcie budować] Postrzegać można tylko te pola energetyczne, które rozpala ów świetlisty punkt, dlatego miejsce to nazywa się „punktem, w którym zachodzi konsolidacja percepcji” albo po prostu „punktem scalającym”.
6. Punkt scalający można przemieścić ze zwykłej pozycji w inne miejsce na powierzchni kuli lub w jej wnętrzu. Blask punktu scalającego rozświetla każde pole energetyczne, z którym się styka. Kiedy punkt zmieni pozycję, natychmiast rozjarza nowe pola, które stają się postrzegalne. Taki rodzaj percepcji nazywa się widzeniem. [To dostrzega umysł, tak nazywa się to, co nas programowo tworzy, cała sztuka to teraz przełożyć naukowo i technicznie, aby urządzenia tym operowały, aby komputer umiał zdefiniować algorytm kodowania, jeśli się to nie uda, to wykorzystamy inną skalę tego procesu – obwodowanie, mechanikę].
7. Przesunięcie punktu scalającego umożliwia percepcję zupełnie innego świata – równie obiektywnego i rzeczywistego jak ten, który zwykle postrzegamy. Czarownicy odwiedzają te obszary, by otrzymać energię czy moc, znaleźć rozwiązanie ogólnych lub cząstkowych problemów albo zetknąć się z niewyobrażalnym.
8. Intencja jest przenikającą wszystko siłą, która sprawia, że postrzegamy. Nie dlatego stajemy się świadomi, że postrzegamy – do percepcji dochodzi pod naciskiem napierającej intencji. [To jest ‚kierunek właściwy’ jakiemu podlegamy twórczo i właściwie działając: myśląc. Ta właściwa zasada polega na „kontakcie z podświadowością” jaka nam dostarcza informacji zwrotnych, dba o nas, chroni, pielęgnuje, ostrzega w snach etc. Kodujemy się na cel i jesteśmy naprowadzani sytuacjami życiowymi tworząc  w ten sposób z siebie samych, „wizualizacja” to zbyt trudne określenie, bo wystarczy odczucie siebie samego. Prowadzeni informacjami zwrotnymi do celu tworzy z nas wynik kodowanego celu, historię realizacji. Kontakt z podświadomością to praca kwantu informacji z polem informacji, wespół w zespół. No także banał prosty do stosowania jak się to już wie. Problem jest jedynie taki, że brak nam cierpliwości na tą zabawę. Usilnie zazdrościmy innym, pragniemy więcej i więcej – nie realizując siebie, umieramy rozczarowani i zaskoczeni, że „nadal żyjemy”].
9. Celem czarowników jest osiągnięcie stanu całkowitej świadomości, w którym mogliby doznać wszystkich wrażeń dostępnych człowiekowi. Taki stan może być alternatywnym rozwiązaniem wobec śmierci.

Oczywiście dla laika, dla osoby nie zajmującej się technologią, nie znającej treści tego projektu – ten fragment to czarna magia. Ale na prawdę po zbadaniu tematu, podstawieniu założeń prostych, bo opartych jedynie na rotacji wiążącej – temat jest realny i jest porażający. To czysta dostrzeżona zmysłami technologia nas samych, naszego działania jako funkcji wynikowych, kodowania i umiejętność korzystania z tego.  Dopiero po latach do tego doszłam, bo nie bazowałam na starej fizyce, bo to nie ta historia. W tych kilku punktach definiowanych przez zdolnych Indian, jest sens naszego bytu, bo to sens poznania możliwości programowania siebie. To jest sens, zmierzający do poznania siebie.
A ESLN przy tej okazji coś chce uszczknąć dla świata technologii.

http://marlenawitek-esln.blogspot.com/2013/06/kula-informacji-ziemia.html

Wszystko co tu teraz czytacie, nam się powoli wyjaśni całkowicie i precyzyjnie, cały ten opis będzie jak banalna igraszka. Ale tylko dzięki możliwości technicznego wyjaśnienia, odrzucenia starej wiedzy, kulturowego obrazka, i założenia mechanizmu nowej wiedzy jaką ESLN tu prezentuje. Nasza percepcja musi ulec zmianie. To będzie start dla geniuszy w kolejnych pokoleniach. To projekt kontrolowany.

„Uważam, że ludzka percepcja zmieniła się w ciągu wieków. Wy znacznikiem tego trybu jest rzeczywisty, aktualny czas: od czasu zależy, które z nieprzeliczonych wiązek pól energetycznych zostaną wykorzystane. Uporanie się z trybem czasu – z kilkoma wybranymi polami energetyczny mi – zabiera całą dostępną nam energię, nie pozostawiając niczego, co pomogłoby nam w wykorzystaniu innych pól energetycznych. Nieznacznym ruchem brwi dał mi znać, bym się nad tym zastanowił”

Dlatego tak się dzieje: „czas nas zmienia”, bo w pole macierzy jaka tworzy obraz wiązek pól energetycznych, wczytywane są wciąż nowe dane jakie nadają kolejne pokolenia, tworzymy nowe dane w procesie istnienia mechanizmu kwantowego „Ziemia”.  Nasze ziemskie pole magnetyczne  wygląda właśnie tak: zwarta nieskończona ilość wiązek pól energetycznych. Czytnicze pole zapisu jakie produkuje obraz „kwant” – sumujemy i mamy tandem. Chcąc operować mózg, to najpierw trzeba czytać to pole, nie odwrotnie. Chcąc poznać co się dzieje w mózgu jako wynikowym z informacji pola magnetycznego – to trzeba wiedzieć co się znalazło w polu magnetycznym, jakie nowe dane. Kwant to replikacja z tych danych, nowy nośnik, producent – człowiek. [Nazwa znów umowna przecież].

Wszystko mamy tu rozpisane i rozłożone na części pierwsze w projekcie, ale rozumienie tego to proces jaki trzeba przebyć, stare wymazać ze starej fizyki i budować nową percepcję. Przecież nanotechnologia to wymusiła: „nowe dotąd nieznana własności materiałów w nanoskali”. Kody, bo one produkują świat z informacji, świat kwantów – realizują się w hierarchii konstrukcyjnej tego co już powstało. Tworzy nas program algorytmów, mechanizm odczytu. Stąd czas jest tą skalą oczekiwania realizacji kodów. To jest czas. I tu w opisie Indian to mamy. Opisane jest jak rozumieć podświadomość, która jest mechanizmem działania, rysunek najniżej. Te „wiązki” jakie oni dostrzegają , to właśnie nasz odpowiednik systemów lub warstw [pole magnetyczne umownie], nazwy umowne.

Oprogramowanie hierarchicznie ożywiające funkcje i naszym celem jest tak samo dostać się do warstw czy wiązek tego oprogramowania, aby dokonywać zmian programowych, wpływać świadomie na wyniki. To jak grzebanie w kłębku kabli, aby dostać się do właściwego. Pole magnetyczne jest właśnie takie warstwowe złożone, co już tu opisane było więc zrozumiecie.  Najdoskonalej potrafi to umysł nasz, bo z tych warstw powstaje, nimi jest, w nich jest utrwalony więc przerabia sam siebie.  Ale my szukamy technologi aby społecznie z tego korzystać, ułatwiać sobie i coś już się da. Tendem nas właśnie tak przeplata w całość, spaja. Punkty scalające to kody jakie zdołamy przenieść świadomie w systemie całości, jaki jest hierarchicznym i skalującym się zespołem – na wynik, a czas jest wynikiem oczekiwania. Całość tworzy tą ochraniającą nas budowlę, niezniszczalną, bo oddolnie nie da się zniszczyć świata. Dlatego tak sobie prawie bezkarnie poczynamy.

Prawidłowo jesteśmy produktem dość jednolitym społecznie, niezdolnym kodować świadomie. To dlatego w takich masach rodzą się od czasu do czasu „magicy” – ludzie zdolni percepcją zrozumieć mechanizm i używać go.  PROGRAMIŚCI. Ludzie, którzy potrafią kodować i sterować innymi, stanem, obrazem, informacjami, także czytać w myślach, bo wiedzą jak przetwarzać pole i strumienie informacji – „wiązki”…

magnetic-mechanism

Te wiązki w realu są kulami. To objętość.

000000

Ten wybiórczy kwant na ilustracji współistnieje tylko dzięki całości z jaką jest zobwodowany, jest wynikiem hierarchii powstawania kolejnych funkcji jakie pojawiały się w kosmosie, potem tworząc to co widzimy. Wynikowe budowle, świat wokół nas. Funkcjonujący „żywy”.

Nie główkujcie, jeśli to za trudne, odpowiedzi i wiedza same przyjdą, w trakcie czytania. I to jest piękne. Ten wątek, również znajdzie się w aktualnościach, gdzie będę ciekawe rzeczy podsumowywała sumarycznie, konfrontując tą książkę z mechanizmem jaki podstawiamy. Genialne i jakże twórcze i samo-niszczące gdy źle wykorzystane. To dla was jest ten przekład, bo prościej będzie zrozumieć życie. Głupota zawsze się znajdzie, niedouczona, niedoczytana, nie unikniemy tego – więc ostrzegam, że zajmując się materializacją myśli i programowaniem siebie, ale najpierw poznawaniem  – trzeba czytać tutaj wszystko. Jak też w blogu, bo nie przeniosę wszystkiego tu. Książka „Potęga milczenia” to dokument’ jaki dla mnie ma rangę większą niż Biblia.

 

 

 

 

Rozdział 13

RTM MEMORY  – MOON
strona:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Drucik-z-petelka,wid,10252775,wiadomosc_prasa.html
the same:
http://www.technologyreview.com/computing/21086/?a=f
Sama pamięć RTM ( Real Time Monitor) nie jest nowością.
Warto się  zainteresować  tematem ze względu na to, że IBM jest najbardziej zaawansowana w miniaturyzacji procesorów. Jest najbliżej kodowania kwantowego. [Dopisek 2014 Ale będą to programy algorytmiczne, które będą wpływać na proces stanu kwantowego.  Z czasem będziemy to fachowo nazywać. Na tym etapie jednego z pierwszych postów, jeszcze mamy pewne błędne założenia ze starej fizyki, tak to jest ze źle wpojoną nauką.]
To jedno z najważniejszych technologicznych celów. Tylko IBM będzie miało monopol na …na co? Na sprzęt podsłuchowy? Na chipy ludzkie? Bo ja mówię o drugim dnie technologii, nie o materiałach, telefonach i komputerach, kondensatorach, tranzystorach i bateriach, albo satelitarnym zasilaniu. O KODOWANIU. Złą strona każdych cudownych odkryć naukowych, tak zła jak tylko złą jest natura kwantów ludzkich.
Niebawem chip będzie wyglądał jak ludzka skóra i zostanie nam wszczepiony, podczas jakiejś akcji propagandowej typu „uwaga wirus, zaszczepmy się, to dla waszego dobra”. Nie wspominając o rzeczach nie widocznych dla oka.
Problemem podsłuchowym jest to, jak wychwycić istotne informacje z setek tysięcy jednostek. Są klucze, jeśli pojawiają się w jednym meilu trzy powiązane słowa, taki meil jest od razu namierzany. To może dotyczyć akcji banków, nielegalnych przelewów, Interpolu, śledztw itp. Ale to zabawa dla wariatów. Sama miniaturyzacja też nie jest genialnym rozwiązaniem problemu, jest tym czym jest. Problemy są INNE.
Kodowanie  metodą ESLN, poprzez pole magnetyczne, to nie  miniaturyzacja, ale system nowej kontroli, nowa fizyka. Nowe jestestwo, świata wokół nas który jest kloszem informacji jakie tworzą i spajają nasz ekosystem z nami. Kontrolowanie informacji. Dlatego laboratorium jest jedno, dlatego jest zmilitaryzowanie, dlatego jest bezcenne dla nowych technologii i niebezpieczne w rekach niepowołanych.  Jak wszystko inne na Ziemi. Wymaga „izby lordów”, ale nie takich z rodowodami durni z manierami – wymaga ludzi powołanych, lub predysponowanych ze względu na coś tam co opiszemy w procesie projektu.
Pewnie to etap SF na razie (na jakiś 2030 r), ale napiszę i o tym, żeby było wiadomo, jakie możliwości kryje Nowa Nauka. Wszystko w systemie pola magnetycznego. To co można wyczytać z artykułów w podanych linkach to zawsze rola namagnesowywania i polaryzowania materiału i innych mi nieznanych jeszcze ferromagnetyków, ferroelektryczność etc.

Oczywiście naukowcy pracują w skali nano. Ale dokładnie w sposób przełożeniowy, efekty kodowania uzyskamy w skali makro. Skala nano na makro.
Jeśli zakodujemy magnetycznie informację w kwancie energii, to on zdolny do przechowania tej informacji –  jest w stanie użyć jej, w dowolnym zadanym mu czasie i przełożyć na skalę znacznie większą, sobie podobną. Mało tego – może być przechowany gdziekolwiek w układzie współrzędnych. To jak hipnoza i atak w odpowiednim momencie. Brzmi groźnie? Lecz ten sam system może napędzać nowe pojazdy.
Jeśli kawałek czipa nazwiemy kawałkiem mózgu czipowego, to to, co zapiszemy w eterze [oprogramowana przestrzeń], w powietrzu jak w materiale kodowym – w prosty sposób przechwyci mózg chipa i odwrotnie, w ten sam prosty sposób mózg przetworzy dane i wyśle w eter, by coś sprowokować. Chodzi o powiązanie chipa z Polem informacji, eterem. Nie ma znaczenia wielkość, im mniejszy tym skuteczniejszy. W skali najmniejszej czas maleje.  Czip mózgowy dane przekaże do komputera centralnego czymkolwiek on będzie.
Część druga mojej Teorii rozwija myśl o składowych jąder kwantów jak Ziemia jako kwant jądro ze swoim polem magnetycznym. Wszystkie dane zapisuje jeden system – POLE WOKÓŁ KWANTOWE (magnetyczne, elektromagnetyczne).  Natomiast dane przechowuje określony czas, industrialne jądro kwantu, produkt zobrazowany.
Jeżeli istnieje przekaz genetyczny, który uczynił naszą egzystencję dostosowawczą, to jest on zapisem trwałym przechowywanym w jadrach kwantów. Stosownie do skali.
Tak to działa. Choć przedstawiam prosty model to z czasem się on nam technicznie uzasadni. Trzeba rozgryźć temat i potwierdzić. Podstawiać te założenia pod obecne problemy naukowe.
Dlatego jadra atomów są bardziej złożone (z jeszcze mniejszych „informacji” niż można zakładać i przypuszczać. Rozkładamy „atom” tradycyjny na dziwne elementy, nic to nie daje.
Natomiast każdy kwant ma cztery funkcje: Zapisu danych i przechowywanie danych, wysyłanie danych i odbieranie danych. [Kod czwórkowy]  Informacja nadawana jest zwrotną czyli Tandem. Jądro i Pole. Towarzyszy mu droga, czyli odzdziaływanie większego kwantu na mniejszy.  Istnieje hierarchia informacji!
Kodowanie atomowe zawsze przynosi efekty.
ESLN

http://www.esrf.eu/news/general/fruit/

 

 

A WHAT PEOPLE WANT
Why?
It’s the mind heals the soul and body.
It’s the mind, tells what and how to build.
It shows the mind of the things we do not know.
Just want.
BUT
People mention the organs, injuring the body.
People build the machine to know more, but we do not know.
They are born sick and poor.
People live for the money – paper….
The quest for life, paradoxically, leads to destruction. Deprive the mind and its strength, implantable  integrated circuits.
We forget that we are the most PERFECT MACHINES.
This is not a solution. Sew hand, which I need someone to take first.   You understand?
What people want?

 

 

Frightening. The human imagination.
Antigravity technology like nuclear fissure once, carries the risk of human imagination.
Of course we are talking about antigravity air hibernation. BUT, It’s only a matter of time when there are durable materials, or permanent coating.
Anti-gravity materials have been produced in secret laboratories, but are unsuitable for the time being. Restricts them to scale.
Encoding the atomic scale there is no limit.
Technologia antygrawitacyjna podobnie jak kiedyś rozszczepialność atomowa, niesie zagrożenia ludzkiej wyobraźni. To tylko kwestia czasu, gdy pojawią się materiały trwałe, lub powłoki trwałe. Na razie, rozmawiamy o anty grawitacji „powietrza w powietrzu”, a dokładniej anty magnetyczności powietrza. Anty grawitacyjne materiały już zostały wyprodukowane w tajnych laboratoriach, ale są na razie nieprzydatne. Ogranicza je skala. Kodowanie atomowe nie ma ograniczenia skali.

district_9_04
„District 9”.
http://features.cgsociety.org/story_custom.php?story_id=5302&utm_medium=main_image&utm_source=newsletter&utm_medium=main&utm_term=distric9&utm_content=imagelink&utm_campaign=2001022&referer=newsletter
http://www.vfs.com/blog/2009/08/31/behind-district-9-shawn-walsh-interview/

 

 

MOON? … this is „my” land.  [dialog z mojego facebooka]
Tell me whom he paid for these fires?
Who owns the moon?
Who Owns the Moon?
….or someone who invents a ship on the moon, acquires the right to it?
….and may the richest have the right to anything?
and may the richest have the right to anything? If so, we need to get them, so we did not take the moon…..selling all the land ..:(((((((
look…???????????????
http://www.luxuo.com/super-rich/abromovich-buys-100-acres-moon.html
comments:
Giovanni:
I know women who ask the moon, but it’s the first time I heard about a men that give them a pice of the moon… maybe I should stop writing poems and I shoul buy a star hahahahahahahahaha
I: maybe, maybe…..because poetry dies at 100%
Angie, [young mother]:
Hahhah some people is just sooo dumb!!! they would probably secure a space in heaven if they spent all that money on feeding and educating people in poor countries!! what a waste!!
„STATUS PRAWNO-MIĘDZYNARODOWY KSIĘŻYCA”    żródło: autor „Jakubczyk”.
W swoim referacie pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę na zagadnienie poruszające prawo do Księżyca, kto tak naprawdę jest jego właścicielem. ONZ, niemiecki emeryt czy amerykański przedsiębiorca? Jednakże w ogólnym, powszechnym ujęciu wiadomo iż Księżyc jest dziedzictwem całej ludzkości, ale może on być eksplorowany przez prywatną firmę TransOrbital, na co zgodziły się amerykańskie agencje rządowe. Za rok na srebrnym globie wyląduje pierwszy prywatny statek kosmiczny. Firma czekała na werdykt 2 lata. W kolejce do uzyskania pozwoleń na misje stoi kilka następnych. Ostatni raz człowiek gościł na Księżycu 30 lat temu. Czy jednak amerykańskie agencje rządowe to właściwy adresat próśb? Do kogo tak naprawdę należy Księżyc??
W roku 1967 powstał Układ o przestrzeni kosmicznej. Podpisano go Moskwie, Londynie i Waszyngtonie. Ratyfikowała go też Polska. Drugi jego artykuł brzmi: ”Przestrzeń kosmiczna, w tym Księżyc i inne ciała niebieskie, nie podlega przywłaszczeniu przez żadne państwo ani w drodze proklamowania na nich suwerenności , ani przez wykorzystanie czy okupację, ani w jakikolwiek inny sposób”.
Srebrny glob zatem nie należy do nikogo, lub- jeśli ktoś woli- należy do wszystkich. Firma TransOrbital jeśli kogokolwiek powinna kogoś pytać o zgodę na lot na Księżyc, to chyba tylko ONZ. Są jednak na ziemi osoby, które mają inne zdanie na ten temat.
Jedna z to niemiecki emeryt Martin Jürgens z Westerkappeln w Westfalii. Twierdzi on, że jego rodzina od ponad 200lat jest w posiadaniu Księżyca. Dawny przodek Martina Aul Jürgens w roku 1756 otrzymał wieczyste prawa do Księżyca od króla Fryderyka Wielkiego. Jak twierdzi spadkobierca, król pruski tak właśnie uhonorował jego osiągnięcia.
W latach 80. w roszczenie praw do Księżyca owej rodzinie urosła prężna konkurencja. Jest nią Ambasada Księżycowa Denisa Hope. Amerykański biznesmen zawłaszczył sobie Księżyc, powołując się na zasady, w myśl których wchodzono w posiadanie ziemi na Dzikim zachodzie.-Jeśli jakaś nieruchomość nigdy do nikogo nie należała tak jak w wypadku Księżyca- należy zgłosić roszczenie własności do niej- wyjaśnia Hope. -Traktat z roku 1967 zabrania tego państwom, ale ja jestem człowiek prywatny. O takich prawo nie mówi ani słowa.
Roszczenie własności do ziemi należy zgłosić do odpowiednich władz lokalnych. Hope wykoncypował sobie, że najlepiej skierować je do władz amerykańskich, bo to właśnie Amerykanie byli pierwszymi ludźmi , którzy wylądowali na Księżycu.
Niewiele myśląc Denis Hope udał się do lokalnego urzędu w hrabstwie San Francisco z wnioskiem o przyznanie mu prawa własności do Księżyca. Po pokonaniu biurokracji, Hope dotarł do naczelnika urzędu, który zaakceptował i zarejestrował jego wniosek.
Następnym krokiem było podanie informacji o tym do publicznej wiadomości. Hope poinformował pisemnie m.in. Zgromadzenie Ogólne ONZ, rządy USA i ówczesnego ZSRR o tym, że po uzyskaniu prawa własności ma sprzedawać działki na Księżycu. Nikt nie zaprotestował. Hope tymczasem- żeby wszystko odbyło się legalnie- zastrzegł a w amerykańskim urzędzie patentowym prawa autorskie do pomysłu handlowania księżycową „ziemią”. Dziś jest największym właścicielem „pozaziemskim” na naszej planecie.
W Rio Vista w Sacramento w Kalifornii założył Ambasadę Księżycową przy której działa Księżycowa Agencja Obrotu Nieruchomościami. Biznesmen wszak nie po to zawładnął Księżycem, aby na niego patrzeć, podzielił jasną –atrakcyjniejsza- stronę satelity na 3 112 002 działki. Do tej pory skusiło się na nie tysiące klientów. Nic dziwnego skoro to prawdziwa okazja- cena półhektarowej posesji nie przekracza 30 dolarów.
Po otwarciu interesu w listopadzie 1980 Hope pierwszego dnia zarobił 700dolarów , po 6ciu dniach miał już 6tyś dolarów zysku. Z drugim pretendentem do Księżyca Martinem Jurgensem w roku 1996 wszedł na drogę sądową.- Król Fryderyk Wielki nigdy nie miał Księżyca, nie mógł go więc oddać- argumentuje.
Może zatem firma TransOrbital o zgodę na księżycową misję powinna pytać nie rządowe agencje USA, ale Denisa Hopa albo jakiegoś posiadacza księżycowej działki? Bo co będzie gdy prywatna rakieta wyląduje na czyjejś posesji? To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez właścicieli księżycowych działek. Księżycowy ambasador wyjaśnia, że jeśli TransOrbital albo inna misja znajdzie się na czyjejś parceli można obciążyć ją czynszem lub podać do sądu pod warunkiem naruszenia własności prywatnej.
TransOrbital powinna się nad tym poważnie zastanowić, skoro jej próbnik , który z orbity okołoksiężycowej będzie przez 90 dni fotografować powierzchnie z Srebrnego Globu, po zakończeniu misji ma się rozbić o księżycowy grunt. Denis Hope już swego czasu rządom USA i ZSRR wysłał rachunki na 55tyś dolarów każdy. Są to koszty zaśmiecanego przez owe państwa Księżyca. Do tej pory nie otrzymał pieniędzy ani odpowiedzi. Z prywatną firma powinno mu pójść łatwiej.